niedziela, 6 maja 2012

Osiemnasty album:
See You on the Other Side

Cholera jasna, tyle wolnego i się skończyło. Człowiek wpada w depresyjny nastrój. KoRn to naprawdę depresyjna muzyka, koleś przerzuca cały swój smutek w nagrania. W wyniku powstaje naprawdę ciężka muzyka. Efekt to jest pożądany, momentami potrafię słuchać tego w koło, przyszedł na to czas.

Oto trochę wikipedii na wstęp: "Korn (oficjalna pisownia: KoЯn) – amerykańska grupa muzyczna wykonująca nu metal. Powstała w 1993 roku w Bakersfield w stanie Kalifornia po rozwiązaniu formacji L.A.P.D. Od 2009 roku oficjalny skład formacji stanowią Jonathan "Hiv" Davis, James "Munky" Shaffer, Reginald "Fieldy" Arvizu oraz Ray Luzier. Według danych z 2009 roku zespół sprzedał 16 mln płyt w Stanach Zjednoczonych oraz 32 mln na całym świecie. Grupa sześciokrotnie nominowana do nagrody amerykańskiego przemysłu fonograficznego Grammy została nagrodzona dwukrotnie. W 1999 roku za utwór "Freak on a Leash" i w 2002 roku za kompozycję "Here to Stay"."

Ogólnie przeszłość frontmana zespołu Jonathana jest bardzo niewesoła stąd tyle smutku w przekazie i stąd w nich jest tyle uczuć. Dla wielu mogą być to tylko kawałki w których gościu się drze. Wyraża siebie jak każdy ambitniejszy artysta. Jego wspomnienia zawarte są w dużej pigułce w kawałku "Daddy" z debiutowego albumu "Korn" jednak nie o nim dziś. "See You on the Other Side" to ósma płyta składu wydana w 2005 roku. Zawiera najwięcej spokojnych i melancholijnych kawałków, na które osobiście mam ochotę. Jest też oczywiście kilka mocniejszych kawałków. Całość albumu opowiada raczej o zjawiskach społecznych, to co spotyka naprawdę wielkich mas, to czym ludzie żyją zaślepieni własną monotonią. Jest to jeden z ostatnich albumów po których wg. mnie zespół się niestety wypala tracąc ciężkie brzmienie które osiągnąć może wyłącznie człowiek i jego instrument na rzecz muzyki elektronicznej i napieprzania po basie myśląc, że zlepek odpowiednio ułożonych sampli doda muzyce wydźwięk chwytający za serce. Owszem taka muzyka może być przyjemna jednak brak tu uczuć, za które tak bardzo ceniłem ten zespół. Wracając znowu do albumu - klimat jest prawie identyczny do poprzednich albumów i doskonale pokazuje co potrafi KoRn. Ogólnie z tego co kojarzę znajomi dobrze kojarzą utwory z tego albumu, myślę że jest godny polecenia jako pierwszy dla niektórych ;)

"Seen At All" to kawałek który aktualnie leci i czuję, że mogę go spokojnie zrecenzować. Czuć mrok na odległość, czuć przegraną i brak nadziei, trzeba odejść. Przesłanie jest proste: to co sami zepsuliśmy nie jesteśmy w stanie naprawić.(btw. dobrym akcentem powracającym do korzeni zespołu jest "solo" na dudach które wykonuje Jonathan, tak on gra na dudach.)

"I've seen it all
Still can't taste it
Smashed to the wall
Brought me to my knees
I've done it all
Fucked up, wasted
Still in my blood
Now inside i'm seen"

Drugim kawałkiem który opiszę jest "Tearjerker". Dosłownie po polsku to znaczy "wyciskacz łez". Ciągle mam w pamięci ten kawałek, poznałem go dosyć dawno temu siedząc przed monitorem czytając jakieś żmudne rzeczy o czymś. Nie pamiętam dokładnie o czym. Wiem tylko tyle że słuchałem tego później przez całą noc. Utwór mówi o samotności, która dotyka każdego z nas, choć przez chwilę. Czasem dłuższą, czasem krótszą. Słabsze umysły mogły by być skore do samobójstwa przy tej piosence :O Mnie ona wycisza i daje odpowiedni klimat to prostego myślenia. Nie zawsze człowiek ma ochotę na coś takiego, powiedziałbym, że raczej woli unikać takiej muzyki. Jednak gdy się jest w szarym nastroju...

and I wish I could feel it
and I wish I could steal it
abduct it, corrupt it
but I never can, it's just
Saturated loneliness

Ha, rozpisałem się trochę więcej niż chciałem w sumie. Może to i dobrze. Nie powpadajcie tylko w zły nastrój przeze mnie, macie na pocieszenie coś tutaj ;)

niedziela, 22 kwietnia 2012

Siedemnasty album:
Toxicity

Omfg męczący tydzień, pomyśleć, że zbliża się wstępnie jeszcze bardziej męczący. Na szczęście ostatnio przypomniałem sobie o pewnym ciekawym zespole. System of a Down to z pewnością jeden z popularniejszych metalowych kapeli. Ich muzyka jest przystępna, ale mimo wszystko niezwykle ambitna. Im jako niewielu udało się doskonale połączyć ostre dynamiczne kawałki z powolnymi przerywnikami pełnymi progresji. Doskonałym przykładem na to jest "Chop Suey", ale o tym później.

Z wikipedii: "System of a Down – amerykański zespół muzyczny wykonujący metal alternatywny. Zespół został założony w 1994 roku w Glendale w stanie Kalifornia przez muzyków pochodzenia ormiańskiego. Działalność zespołu została zawieszona w 2006. W 2011 roku formacja wznowiła działalność.

Btw. Ormianie (orm. Hajer, Հայեր) – naród indoeuropejski zamieszkujący początkowo obszar Zakaukazia i Wyżyny Armeńskiej, posługujący się językiem ormiańskim. W wyniku wielowiekowych emigracji, obecnie częściowo rozproszeni, tworzą 5-milionową diasporę. Jednym z filarów tożsamości Ormian jest przynależność do jednego z trzech głównych Kościołów ormiańskich. Ormianie to starożytny naród, szczycący się 3000-letnią historią. Jednocześnie to najstarszy chrześcijański naród na świecie - chrzest przyjęli w 301 r. n.e."

Co do zespołu - wokal Serja "uwiedzie" każdego, on nadaje się w sumie do wszystkiego, pomoc gitarzysty Darona Malakiana wspomaga cały efekt. System gra muzykę, która podoba się każdemu, bez względu na jego preferencje muzyczne. To jest w tym najpiękniejsze. Trzeba jednak przyznać, że ich sukces opiera się w sumie na tym albumie, szczególnie na wcześniej wspomnianej piosence "Chop Suey". To piosenka idealna, z powolnym wejściem, wybuchem w dalszej części, spokojniejszymi momentami i wokalem Serja. Tytuł to niby nazwa zupy, jednak myślę, że chodzi o inne znaczenie - samobójstwo. Utwór jest znany każdemu, powstało wiele remixów czy obrazków na kwejku czy 9gagu jak np. "I don't always wake up, but when I do I do chwsylyfdcxy little makeup" etc. :) Myślę, że mógłby to być hymn łączący choć na chwile ludzi wszystkich poglądów. Na youtubie ich kawałek ma 231342 głosów na tak i 5210 na nie. Nie wiem czemu.

Drugi kawałek który opiszę to "Toxicity" czyli tytułowy utwór. Według mnie kawałek jest dużo lepszy ze strony wokalu Serja. Może się tu wykazać całym swoim talentem. Sam tekst jest ambitniejszy lecz mniej chwytliwy. Artyści oceniają świat. Ten tekst jest wszystkim w pigułce:
Somewhere, between the sacred silence and sleep,
Disorder, disorder, disorder.

Jest jeszcze jeden utwór wart wspomnienia. Czysta progresja. Szczątkowy tekst, wielkie przesłanie - "Psycho"

Na płycie znajdziemy:

CD 1

  1. "Prison Song"
  2. "Needles"
  3. "Deer Dance"
  4. "Jet Pilot"
  5. "X"
  6. "Chop Suey!"
  7. "Bounce"
  8. "Forest"
  9. "ATWA"
  10. "Science"
  11. "Shimmy"
  12. "Toxicity"
  13. "Psycho"
  14. "Aerials"
  15. "Arto"
Bonus CD 2
  1. "Johnny"
  2. "Sugar"
  3. "War?"
  4. "Suite-Pee"
  5. "Know"

Nie dziwcie się czemu tak późno opisuję tak popularny album, bo jest tak popularny, że nie wymaga recenzji nikogo :)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Szesnasty album:
Latelarus

Metal to nie jest muzyka dla każdego. Niektóre melodie potrafią wprowadzić w prawdziwą melancholię. Doskonałym przykładem takiej muzyki jest Tool. To muzyka do słuchania, wyłącznie. Przy niej można przestać myśleć o czymkolwiek. Doskonale również się śpi słuchając tego, polecam.

"Tool to amerykańska grupa wykonująca muzykę z pogranicza rocka i metalu progresywnego. Założona w 1990 roku w Los Angeles przez wokalistę Maynarda Jamesa Keenana, gitarzystę Adama Jonesa, basistę Paula d'Amoura i perkusistę Danny'ego Careya. Do 2007 roku zespół wydał cztery albumy studyjne które zostały pozytywnie ocenione zarówno przez fanów, jak i krytyków muzycznych.
Zespół dał szereg koncertów na całym świecie i uczestniczył w licznych festiwalach: Lollapalooza, Coachella, Download Festival, Roskilde, Big Day Out oraz Bonnaroo. Został wielokrotnie nagrodzony i wyróżniony w plebiscytach muzyki heavy metalowej, trzykrotnie otrzymał nagrodę amerykańskiego przemysłu fonograficznego Grammy. W samych Stanach Zjednoczonych grupa sprzedała blisko 11 mln egzemplarzy płyt. Podczas koncertów Tool prezentuje charakterystyczny rodzaj ekspresji, obejmujący rozwiązania scenograficzne z użyciem wizualizacji." - Wikipedia.

Latelarus to trzeci album zespołu, nie odstający zbyt wiele od reszty. Jest tylko troszkę dłuższy. Muzyka zawarta w tym albumie jest tajemnicza, ciężka i pasjonująca. Zresztą jak wszystkie inne. Wydany 15 maja 2001. To właśnie na nim został zawarty najlepszy kawałek tego składu - Schism. Nagrany jako pierwszy singel do albumu. Za ten utwór Tool otrzymał w roku 2002 nagrodę Grammy w kategorii "Najlepsze wykonanie - Metal". Jest świetny, jednak po odpowiednim zaangażowaniu. Wtedy właśnie "the pieces fit".

Polecam również tytułowy kawałek Latelarus. Jestem pewny, że każdy człowiek ten typ muzyku przeżywa całkowicie inaczej. Zapraszam do przeżycia po swojemu :D

Tytuły na płycie to:

  1. "The Grudge"
  2. "Eon Blue Apocalypse"
  3. "The Patient"
  4. "Mantra"
  5. "Schism"
  6. "Parabol"
  7. "Parabola"
  8. "Ticks & Leeches"
  9. "Lateralus"
  10. "Disposition"
  11. "Reflection"
  12. "Triad"
  13. "Faaip de Oiad"

Miszyn komplit, mam nadzieję, że komuś ta muzyka przypadnie do gustu :D Jest ambitna, sam nie zawsze mam ochotę. Widzimy się za tydzień!